FATWA NA KOBIECOŚĆ, CZYLI AJATOLLAH KACZYŃSKI BOI SIĘ MOJEJ BROSZKI

26-03-2018

 Ze dwa lata temu napisałam swoją pierwszą w życiu piosenkę, a do tego od razu "protest song". Była końcówka listopada 2016 roku, we mnie już od wielu miesięcy narastał gniew, który od 3 października, czyli daty pierwszego czarnego prostestu, coraz mocniej gniótł, tłamsił i podrażniał moje myśli niczym przyciasne ubranie z wyjątkowo szorstkiej i nieprzyjaznej dla ciała mnisiej włosiennicy. "Milcz macico, zakryj się, hańbę swoją odziej w czerń. Czerwień płynie z Twoich ust, czy to anioł, z ciała wiór?", posępnie wybrzmiewał jej refren. Mrocznie, bo inaczej nie postrzegałam wtedy sytuacji polskich kobiet, czarno jak #czarnyprotest, jak kolor sukienki księdza, inkwizytora tępiącego przez kilka wieków nieskrępowaną seksualność naszych przodkiń i zamieniającego ich kobiece ciała w czarny popiół ze stosów. "Czarny pył", taki tytuł dałam mojej piosence. Zastanawiałam się wtedy, czy w moim kraju dojdzie niedługo do swoistej powtórki z irańskiej rewolucji 1979 roku? Polskiej rewolucji PIS-lamskiej. Czy wywindowany do najwyższej władzy po upadku szacha Tuska fanatycznie zacietrzewiony ajatollah Kaczyński nie pozbawi nas, kobiet, naszej podmiotowości, nie wtrąci wszystkich do ciasnej celi swoich mizoginicznych przekonań, z której nie będzie dla nas wyjścia, nie narzuci na głowy czarnych chust jak to uczyniono Irankom wbrew ich woli, byśmy całkiem straciły możliwość decydowania nawet o tym, w co możemy się ubrać? Ten fragment piosenki niczym czujny detektor wychwycił moje lęki. Ale na tym nie poprzestałam. Wściekłość na plany rządzących, czyli forsowanie pomysłów zmierzających do odebrania nam i tak już bardzo nikłych i rzadko respektowanych praw do aborcji, dewastowanie wypracowywanych w bólach niemalże porodowych standardów opieki okołoporodowej, odebranie dofinansowania organizacjom walczącym o dobrostan kobiet, batalia o pigułkę dzień po. To wszystko domagało się ze mnie ujścia. I to ujście znalazło, gdy w głowie zadźwięczało mi hasło "Moja broszka!", okrzyk bojowy widywany na transparentach prokobiecych demonstracji, w których uczestniczyłam. "Moja broszka", czyli bliźniacza siostra kultowego amerykańskiego pro-choicowego hasła "My body, my choice!", ale z polską swadą i dziewczyńsko niepokornym przytupem. Bo w końcu całość idzie: "Moja broszka, moja sprawa, nie prezesa Jarosława!". Jarek, PIS OFF!!! To najprościej oddawało moje skumulowane emocje: złość, ale jednocześnie z silnym podkreśleniem własnej autonomii. "Moja!". Wymyśliłam więc, że najlepszą ilustracją tego hasła będzie staroświecka broszka kamea ze zwyczajowym damskim ufryzowanym profilem zakończonym macicą z przydatkami. Esencja dosłownie rozumianej biologicznej kobiecości. Romantycznie nazywanej też "kwiatem", "ozdobą", "klejnotem". Broszką. Misternie wykonaną retro ozdóbką, którą każda z nas dosłownie "dostała po matce". A nasza rodzicielka "odziedziczyła" po swojej tak jak prawdziwą drogocenną kameę, którą kobiety przekazują czasem młodszym członkiniom swojej rodziny. "Matriarchalna biżuteria", będąca żywym świadectwem międzypokoleniowych więzów między kobietami trwającymi nadal w teraźniejszości. Potem z tej grafiki powstała czarna bluzka z tą właśnie broszką "przypiętą" z boku po lewej stronie. Moje feministyczne liberum veto. Głos wolnej kobiety w coraz bardziej zniewolonym państwie. Noszę ją dumnie i nie pozwolę sobie odebrać! Ajatollahu Kaczyński, będziesz musiał wydać na mnie fatwę, żeby mi ją wydrzeć, tak jak swego czasu Chomeini zrobił pisarzowi Salmanowi Rushdiemu za publikację książki "Szatańskie wersety". Ogłosił przeciwko niemu fatwę, czyli klątwę niosącą śmierć w islamskim świecie, bo autor ośmielił się w niej przywoływać dawne przedmuzułmańskie kulty matriarchalne. Wyrok pozbawienia życia za przypominanie o przedwiecznych żeńskich bóstwach płodności wyznawanych przez pustynnych koczowników zanim nastała era wojującego ogniem i mieczem Allaha. Obsesyjny męski strach przed kobiecą siłą i niezależnością może prowadzić do zguby. My, Polki dobrze o tym wiemy, prawda?

 

Chcesz skomentować? Weź udział w dyskusji tutaj.